Rytmiczny, usypiający stukot kół ciapongu powoli ustawał. Za szybą drzwi przesunęły się wąskie kolumny na peronie i zdezelowana, zamknięta już chyba wieki temu budka z hamburgerami. A także dwie klęczące postaci w skądś znanych, czerwonych ubraniach.
Po chwili maszyna zatrzymała się i wyskoczyłam na peron. Dałabym się porwać tłumowi ludzi, jak zwykle, ale chciałam zerknąć na tych ubranych na czerwono ludziów. Wokół nich zgromadził się bardzo mały tłumek. Podróżni ledwie odwrócili głowy i poszli dalej - tylko co po niektórzy stanęli, a nawet podeszli bliżej.
Okazało się, że to dwie ratowniczki klęczące przy mężczyźnie.
Leżał na plecach, rozłożony jak rozgwiazda albo ktoś zrzucony z krzyża. Nogi miał dziwacznie zgięte. Jego ogromny, odsłonięty brzuch przypominał samotną, białą wyspę na morzu, z czerwonymi rozgwiazdami przyssawek. Ciągnęły się od nich kable do jakiejś aparatury.
Nie było najgorsze to, a jego głowa.
Była dosłownie sinofioletowa. Napuchnięta, z nabrzmiałymi żyłami na szyi i skroniach. O rozchylonych ustach, upiornie szarych - i martwych. Zamknięte oczy wyglądały, jakby otwarte dorównywały wytrzeszczowi żabie morderczo ściśniętej za gardło.
Nie reanimowano tego fioletowo-balonogłowego mężczyzny. Tylko migała jakaś lampeczka na aparaturze, na którą uważnie patrzyły ratowniczki.
Nieliczni ludzie przystawali, żeby zobaczyć, o co chodzi...
Odwróciłam głowę. Świeciło późnolistopadowe słońce, a mężczyzna nie żył. Jeden z tysiąca zmarłych w tej chwili. Dziesiątek tysięcy. Setek tysięcy.
A teraz tak na dowiedzenie mojego stwierdzenia, że pisać można o wszystkim. Na prośbę pewnego osobnika, o ;P
Odpoczywał, leżąc w ciemnościach i wpatrując się w nierównomierną plamkę światła za włochatą zasłoną. Było mu przyjemnie ciepło. Tak cicho, tak spokojnie, a obok te jej upajające kształty, w których można było się zanurzyć, wejść w nie...
Kształt miał opływowy. Jego barwa przechodziła od mdłego niebieskiego do bardzo mocno spranej żółci.
Ciemność skrywała napis na jego boku: VENOŻEL.
Nagle coś przesłoniło światełko i usłyszał rozdzierający bębenki szelest. Brutalnie pochwycono go w pasie i uniesiono, podczas gdy usiłował się wyrwać na wolność. Wiedział, co się stanie - i skomlał ze strachu. Miotał się, lecz bezlitosna dłoń już złapała go za głowę, po czym ją odkręciła.
Widział swój długi, śrubowaty pysk, nigdy się niezamykający. Zanim odłożono jego głowę na półkę, w gardle podrapało go od ostrego, palącego jak popiół powietrza. Pierwsze oddechy były najgorsze...
Poczuł w pasie uścisk o sile imadła i zebrało się mu na wymioty. Widział teraz spód półki nad sobą, lecz czuł, jak w oddzielonym ciele, przez gardło przesuwają się śliskie rzygowiny. Spoczęły na skórze. Na skórze cuchnącej wrogiem. Jakąś tandetną Niveą z Biedronki. Albo z Lidla, co gorsza.
W Venożelu zawrzała furia. Przez nieistniejące neurony przemknęły informacje; tubka spięła się; z pyska bluznęła kolejna struga wściekłych rzygów. Dosłownie wściekłych. Jaźń przeskoczyła...
I już był na skórze. Widział mech drobnych włosków, w oddali zmieniającą się w wysokie trawy, niektóre o pokręconych źdźbłach. Już węszył, już ruszył, z żądzą mordu przelewającą się w kluskowatej, białej wydzielinie ciała.
Wtedy usłyszał dźwięk, który przeciągał się, jakby miał trwać do końca świata. Venożel nie rozumiał komunikatu istoty, którego upiorne natężenie zawibrowało w całym jego pasku. Popełzł rozwścieczony; zadrżał, kiedy tubka odbiła się od podłogi...
- O ty skurwielu! - wrzasnął mężczyzna, gdy pasek maści popełzł po jego ramieniu jak groteskowa gąsienica. - Spierdalaj!
Usiłował to strzepnąć, bez skutku. Z całej siły złapał rękę dłonią w rękawie, lecz Venożel poruszył się obrzydliwie pod materiałem. Mężczyzna wydał z siebie pełne obrzydzenia "łuuuea!", po czym złapał grubą książkę i zdzielił się nią w rękę.
Ciało Venożelu przeszył dreszcz. Ból go oślepił. Jedno uderzenie, drugie, wszystko się zaćmiewało, bledło, obraz półki widzianej od dołu migotał...
Mężczyzna tłukł na oślep, dysząc. Rękę miał czerwoną jak dupa po praniu, ale nie ustawał. Maść już dawno stała się oślizgłym kleksem.
Nie widział, jak tubka na podłodze zadygotała i skręciła się niczym zdeformowany korkociąg.
piątek, 27 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
No cóż, niektórzy faktycznie potrafią pisać o wszystkim... ;D
Ale się czepnę -> "bardzo mały tłumek". to nie oksymoron? Tłum - znaczy dużo ludzi. Bardzo mały tłumek - bardzo mało dużo ludzi? ;DD
Prześlij komentarz