sobota, 21 sierpnia 2010

.

Pewnego razu były sobie dwie Cycuszki.
Nie chodzi nawet o streszczenie historii ich życia ani ich biografie, co, jak, gdzie i kiedy - ich życie mogłoby się wydawać dosyć monotonne i nudne dla samozwańczo wyższej formy inteligencji, czyli dla człowieka - a o pewien epizod.
Cycuszki były niczym siostry. "Niczym", bo choć nie stanowiły jedności fizycznej, stanowiły jedność mentalną, jakimkolwiek masłem maślanym się to wydaje. Widziały, słyszały i myślały prawie że to samo. To jak z oczami - jedynie położenie stwarzało subtelną różnicę w ich światopoglądzie. Choć nie miały oczu ni uszu, ni rączek, ni nóżek, ni głów, były rozumne. Nie rozumne w sposób, w jaki rozumieją to przedstawiciele wyższej formy inteligencji. Cycuszki miały inteligencję adekwatną do zajmowanej pozycji i roli w świecie. Szybko się uczyły poprzez doświadczenia i podsłyszane strzępki słów oraz zdań.
Dla nich ich życie bynajmniej do nudnych nie należało, zwłaszcza że cierpiały na klaustrofobię. Było to paradoksalne. Nieomal całe życie spędzały za zasłoną, otoczone ciemnością. Najgorzej, kiedy wciskano je w niby miękkie, ale sztywne więzienie, które najczęściej miało rażąco różowy kolor, zanim otulała je gniotąca czerń. Niektóre zamknięcia drapały, inne były przytulne, jeszcze inne uwierały przeboleśnie, jakby chcąc odciąć przepływ krwi.
Cycuszki uwielbiały chwile na wolności, nawet jeśli wciąż od świata oddzielała je zasłona. Zasłony również się różniły: albo cienkie i przylegające, albo gładko muskające, albo grubsze, albo tak grube i wełniste, że zapierało dech.
Traktowano je różnie. Cycuszki nie lubiły Zajęćnasali, które poprzedzało narzekanie ich Pani i słowa wypowiadane gderliwym tonem. Podczas Zajęćnasali Cycuszki były skazane na bolesne podrygiwanie, wstrząsy, gwałtowne skręty i skoki, i ugniatanie podczas Ołyski, kiedy to Pani postękiwała i mówiła głosem przepełnionym boleścią. Nie tylko Zajęćnasalie przysparzały bólu. Były jeszcze te głośne, pełne tupania i gwaru chwile, kiedy zbiegano po schodach albo się bardzo spieszono i pędzono. Nawet podtrzymujące więzienie nie amortyzowało wstrząsów i zalęknione Cycuszki podskakiwały jak boje na wzburzonym morzu.
Z drugiej strony inne chwile rekompensowały te niewygody. Uwielbiały, kiedy Pani brała Idęsięwykąpać. Wtedy otulano je puszystą, pachnącą pianą, opłukiwano błogo ciepłą wodą i wręcz pieszczotliwie masowano.
Był pewien okres czasu, kiedy dotyk był inny. Nie dotykały przedobrze znane dłonie o dosyć smukłych palcach. Tamte palce były lekko szorstkie, grubsze, krótsze, raz delikatne i czułe, raz gwałtowniejsze. Mimo wszystko, może i wbrew samym sobie, Cycuszki uwielbiały tamte dłonie. W okresie tamtych dłoni niekiedy obejmowało je coś ciepłego, mokrego, i nie tylko obejmowało, ale też pociągało, co wprawiało je w jeszcze większe uwielbienie i doprowadzało do ekstazy. Cycuszki garnęły do tych pieszczot, prężąc się niczym kocie grzbiety pod wpływem głaskania.
Potem jednak tamte dłonie odeszły. Pani musiała być bardzo smutna, tak jak i Cycuszki. W tym przerażająco ciasnym, ciemnym świecie łaknęły dotyku, bliskości, pieszczot... Po albo przed Idęsięwykąpać często wodzono po nich palcami, które następnie przesuwały się w dół, znikając z pola widzenia. Po chwili rozlegały się westchnienia i tłumione postękiwanie, i pomrukiwanie, a oddech Pani przyspieszał. Cycuszkom było jej żal, że płakała, mimo to odczuwały dziwną rozkosz. Podświadomie wstydziły się własnych, jakichś sadystycznych zapędów, że nieziemsko podniecał je smutek Pani. Skąd wiedziały, że płacze?
Dłonie Pani w końcu wracały - jej oddech uspokajał się - gładziła Cycuszki, ściskała je, a palce miała przezroczysto-grubo mokre i słonawe.


... Czyli "artyści" najczęściej nie są w pełni pełnosprawni umysłowo.

0 komentarze: